Volkswagen Amarok: Wilk syty i owca cała
Po ostatnim serdecznym poklepywaniu się po plecach prezydentów Polski i Stanów Zjednoczonych media ekscytują się, że coś drgnęło w sprawie bijącej w godność naszych rodaków, czyli zniesienia wiz. Tymczasem ostatnio podróżując przez nasz kraj, powierzchniowo nieco większy niż stan Arizona, doszedłem do wniosku, że jest znacznie prostsza droga do osiągnięcia tego celu. Nie ma sensu tracić czasu na przekonywanie amerykańskich senatorów, że wspomniani Kowalski, Nowak i Brzęczyszczykiewicz, zamiast ukrywać się przed deportacją, wrócą do swojej ojczyzny jak Pan Bóg (i wiza) przykazali.Powiedzmy, że warunkiem dopuszczającym do odwiedzenia Stanów Zjednoczonych będzie posiadanie przez nich Volkswagena Amaroka. Już tłumaczę dlaczego. Niemiecki pick-up swoim wyglądem idealnie wpisuje się w amerykański styl. To tam sprzedaje się najwięcej tego typu samochodów i to w końcu tam przypada w przeliczeniu na mieszkańców, największy odsetek seryjnych zabójców, którzy jeżdżą autami z doczepioną burtą. Po części jest też latynosem, bo produkowany był głównie z myślą o Argentynie. Nie trzeba przypominać, że latynosi to w USA jedna z najliczniejszych kast społecznych.
Poza tym Amarok jest cholernie kanciasty i wielki. Z długością 5,25 m., szerokością (wliczając w to ogromne lusterka) 2,20 m bez problemu wypełni jeden pas na pięciopasmowej autostradzie. Sam Amarok zajmuje zatem powierzchnię ponad 10 m2, co w polskich warunkach stanowi jakąś 1/4 dwupokojowego mieszkania w bloku. W Stanach Zjednoczonych to właściwa wielkość do zajęcia miejsca na drodze. Ponadto jego promień skrętu wynosi blisko 13 m, więc gdzie byłoby mu lepiej, niż właśnie u Wuja Sama? A uwierzcie mi, manewrowanie tym kolosem po europejskich miastach naprawdę przypomina wprowadzanie tankowca do portu.Można do niego dokupić także orurowanie na pace, z czego na pewno ucieszyliby się bez przerwy żujący źdźbło trawy i spluwający co trzy sekundy za swoje prawie ramię teksańscy farmerzy. Widząc Polaka w takim aucie, przyjęliby go do pracy (jestem pewien, że "na legalu") z otwartymi rękami i amerykańskim uśmiechem.
Tu właśnie dochodzimy do największych walorów tego samochodu. To, że Polak jest pracowity, wie każdy na świecie. No może poza Chińczykami. A teraz drodzy amerykańscy sojusznicy wyobraźcie sobie Polaka, wykorzystującego do roboty Amaroka. Samochód udźwignie na pace 1100 kg towaru i pociągnie ciężar o masie 2,8 tony - obojętnie czy będą to kotlety do hamburgerów, złoto na zęby dla raperów z Nowego Jorku czy majtki od fanek Justina Bibera. Nie ma to żadnego znaczenia, bo zmieści się na nim bez problemu jedna europaleta. Oznacza też to, że Amarokiem przewieziecie więcej niż jakimkolwiek innymi pick'upem z Europy.
We wnętrzu pick-up Volkswagena niczym nie powala. Ma dość topornie wyciosaną deskę rozdzielczą, która przypomina poprzednie generacje Volkswagenów Polo w najtańszej wersji wyposażeniowej. Nie można jednak odmówić mu przestrzeni i komfortowych foteli. Nawet na tylnej kanapie można wytrzymać kilkuset kilometrową podróż. Znajdziemy kilka przydatnych schowków - w tym największe w kieszeniach drzwi i pod przednimi fotelami. Regulacja kolumny kierownicy w dwóch płaszczyznach pozwala właściwe przygotować miejsce pracy szofera.
Volkswagen Amarok dostępny jest w polskich salonach w cenach rozpoczynających się od 98 826 zł. Dostaniemy za to model napędzany słabszą, dwulitrową jednostką Diesla o mocy 122 KM. Testowany, mocniejszy egzemplarz kosztuje około 110 tys. zł. I tu zbliżamy się do sedna sprawy wizowej, bo nie mówimy o małych pieniądzach. Jeśli Polak będący w USA na dorobku przekroczyłby dozwolony czas pobytu, wówczas Obama i spółka mieliby prawo skonfiskować Volkswagena. Przyznacie, że świadomość utraty samochodu działa na wyobraźnię. Legalnie pracujący Polak mógłby z kolei się wykazać w swoich obowiązkach, bo niemiecki pick-up doskonale sprawdzi się w każdej robocie. To oczywiście znowu napędziłoby gospodarkę, a jankesi byliby zadowoleni, że dzięki Polakom i Amarokom (w języku Inuitów „amarok” to wilk) ich kraj wychodzi z kryzysu. Jak powszechnie wiadomo, jeśli zadowoleni są Amerykanie, to zadowolony jest cały świat (no może tylko ta część powyżej równika). W każdym razie w takiej sytuacji wilk będzie syty, a i owca cała pozostanie. Czyż to nie genialne?
Bądź na bieżąco dzięki gadżetom motoryzacyjnym iGoogle!
Tematy w artykule: Volkswagen test Volkswagen Amarok
Zobacz również
Wszystko o Volkswagen Amarok Filmy - Volkswagen Amarok Zdjęcia - Volkswagen Amarok Wszystko o Volkswagen Filmy - Volkswagen Zdjęcia - Volkswagen

Newsletter: 











Wykop
Sfora
Facebook
2012-01-24 16:31:33
2011-06-02 09:12:17
2011-06-01 21:35:39
2011-06-01 14:10:54
2011-06-01 11:50:12