Ssangyong Korando: Reinkarnacja
Z trupami bywa różnie. Czasami akcja reanimacji przebiega pomyślnie i organizm (a w tym wypadku wielka korporacja) odradza się na nowo. Często jednak zdarza się, że wysiłek poszedł na marne, a po wielkiej akcji pozostał tylko nieprzyjemny zapach. W przypadku "nowego" Ssangyonga na diagnozę jest jeszcze zbyt wcześnie. Póki co cenić możemy jedynie pierwsze podrygi po agonii.
Koreańczycy pod wodzą specjalistów z Indii (Mahindra&Mahindra) zaczęli swój nowy żywot z całkiem nową twarzą. Poprzednie wersje sławne były z tego, że prezentowały bardzo awangardowe podejście do kwestii stylistyki. Tym razem jednak na pomoc zawołano stylistów ze studia Giugiaro. I trzeba przynać obiektywnie, że efekt jest piorunujący. Złośliwi będą się doszukiwać podobieństw do Jaguarów, Opli czy Hyundaia, ale efekt został osiągnięty. Na ulicy wszyscy oglądają się za tym samochodem, ale (póki co) nikt nie wie, co to za marka. Podczas naszego testu, pojawiając się w różnych miejscach Polski, byliśmy co najmniej kilkakrotnie zaczepiani z zapytaniem "cóż to za samochód?". Po otrzymaniu odpowiedzi, że to nowy Ssangyong Korando każdy z adwersarzy był mocno zaskoczony.
Nasz egzemplarz został pomalowany na szaro, co odbiera mu co najmniej połowę uroku. Najbardziej elektryzujący kolor to Vitamin Red, czyli po prostu kolor miedzi. Liczymy, że Ssangyong chociaż w małym stopniu przyczyni się do tego, że Polacy zaczną kupować samochody w kolorach innych niż srebrny czy czarny.
Nie będziemy rozpisywać się na temat przetłoczeń, kształtu grilla czy reflektorów. Jaki Ssangong jest każdy widzi, a zobaczy jeszcze więcej zaglądając na galerię z testu. Jeżeli sam design miałby być wyznacznikiem sukcesu, Ssangyong byłby z pewnością wysoko w rankingach sprzedaży.
Jednak nie samym opakowaniem człowiek się zachwyca. Więcej czasu spędzamy we wnętrzu samochodu, niż stojąc i podziwiając go na zewnątrz. Czas zatem sprawdzić na ile zmieniło się wnętrze. Nawiązać tutaj musimy także ze względów historycznych do poprzednich modeli, gdzie mało atrakcyjne wykończenie próbowano zatuszować skórzanymi obiciami foteli lub systemami multimedialnymi marki Kenwood montowanymi przez importera. Ten ostatni dodatek dobrze odgrywał swoją rolę. Tuner telewizyjny działający nawet podczas jazdy skutecznie odwracał uwagę od paskudnego wnętrza. W nowym Ssangyongu Korando systemu multimedialnego 2DIN z tunerem TV nie uświadczymy. Nowy importer nie musi bowiem odwracać uwagi od wnętrza, które trzeba przyznać prezentuje powoli poziom europejski. Wszystko znajduje się na swoim miejscu. Pomyślano także o szeregu schowków, uchwytów i zaczepów, które mają ułatwiać nam codzienne korzystanie z samochodu, a z których tak naprawdę rzadko korzystamy. Kolejny plus za europejskie podejście do tematu.
Na przednich fotelach podróżuje się wygodnie. Ich jedyną wadą jest jednak brak porządnego trzymania bocznego. Z tyłu całkiem sporo miejsca na nogi dla dwóch osób. Za plecami drugiego rzędu standardowo 486 litrów przestrzeni do wykorzystania, którą możemy maksymalnie powiększyć do 1.300 litrów. Całkiem nieźle jak na niedużego przedstawiciela segmentu SUV.
Najbardziej niemieckie w poprzednim Sssangyongu było jego serce, które pamiętało jeszcze czasy Mercedesów W124, także nie było ono ani zbyt żwawe ani zbyt oszczędne. W swoim nowym żywocie Korando ma już wszczepione serce konstrukcji własnej (tak przynajmniej twierdzi polskie przedstawicielstwo). Na nasz rynek trafił model z dwulitrowym silnikiem wysokoprężnym wyposażonym w technologię Common Rail. Z takiej pojemności udało się wydobyć 175 koni mechanicznych i 360 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Są to wartości, których nie powstydziłby się żaden nawet niemiecki model. Spalanie w zakresie od 7,5 do 10 litrów na 100 kilometrów możemy uznać za umiarkowane.
Na tym jednak porównania do Niemców kończą się. Słabe wyciszenie wnętrza przy akompaniamencie klekotu diesla nie są miłe dla uszu. Na obronę trzeba przyznać, że silnik całkiem sprawnie radzi sobie z gabarytami samochodu. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że napęd jest przekazywany na cztery koła, w momencie kiedy dochodzi do uślizgu przedniej osi. Odradzamy jednak zapuszczanie się tym modelem w teren. To nie są już Ssangyongi zamontowane na sztywnej ramie. Co z pewnością docenimy przemieszczając się dynamicznie na zakrętach. Auto dość dobrze trzyma się drogi. Układ kierowniczy nie jest mistrzem precyzji, ale pozwala na świadomą kontrolę tego, co dzieje się między kołami a asfaltem. Komfortowo zestrojone zawieszenie żwawo połyka dziury i nierówności. Uwaga przy ostrym bądź awaryjnym hamowaniu. Auto ma tendencje do mocnego nurkowania.
Nowy Ssangyong Korando pokazuje nareszcie, że koreańska marka nie funkcjonuje na europejskim rynku w oderwaniu od rzeczywistości panującej na nim. Najmocniejszą zaletą przy dość ostrej konkurencji w segmencie będzie jego cena. Samochód w bardzo przyzwoitym wyposażeniu kosztuje niewiele ponad 90 tysięcy złotych. Jeżeli tylko centrala marki nie zrobi psikusa i nie zniknie niespodziewanie z rynku za kilka miesięcy, już niebawem uda nam się zapomnieć o niedawnej reinkarnacji modelu, a operację będzie można uznać za udaną.
Bądź na bieżąco dzięki gadżetom motoryzacyjnym iGoogle!
Tematy w artykule: Ssangyong Ssangyong Korando
Zobacz również
Wszystko o Ssangyong Korando Filmy - Ssangyong Korando Zdjęcia - Ssangyong Korando Wszystko o Ssangyong Filmy - Ssangyong Zdjęcia - Ssangyong

Newsletter: 











Wykop
Sfora
Facebook
2012-05-18 16:49:42
2012-05-18 12:45:46
2012-05-17 13:03:46
Pozdrawiam
2012-04-30 11:23:00
Chcielibyśmy Ci pomóc, dlatego mamy prośbę abyś skontaktowała się z nami mailowo na adres info@ssangyong-motors.pl.
Możemy zapewnić, że w przypadku nowej sieci serwisów nic takiego się nie wydarzy. Na forum to są słowa, ale w realu znajdziesz ich potwierdzenie.
Pozdrawiamy,
SsangYong
2012-04-27 12:55:13
Po Waszej rejteradzie z Polski, zostałam z samochodem na gwarancji i nikt, powtarzam nikt w Waszej wspaniałej sieci jej nie honorował. Za dużą naprawę, która podlegała gwarancji, musiałam zapłacić dużą fakturę. Wasz dealer stwierdził, że nie ma już w Polsce importera i nie ma już w Polsce gwarancji na moje auto.
Pozdrawiam w oczekiwaniu na Wasze następne czmychnięcie.