Chevrolet Camaro: Superbohater
Na pierwsze spotkanie z najnowszą generacją Camaro, polski oddział Chevroleta postanowił zabrać nas w miejsce, gdzie kierowców nienawidzi się chyba najbardziej na świecie. Tam gdzie przekroczenie prędkości o 3 km/h oznacza utratę rocznych dochodów, zrobienie efektownej przygazówki w tunelu utratę męskości, a ruszenie z piskiem opon kończy się 10-letnim aresztem a la Roman Polański. Nie ma się zatem co dziwić, że zapalony kierowca wyścigowy, a zarazem twórca marki Chevrolet - Louis Chevrolet, po kilkudziesięciu latach spędzonych w ojczystej Szwajcarii, postanowił wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Kraju, gdzie silniki V8 pracują najrówniej w całej galaktyce. Chwili pojawienia się na rynku pierwszej generacji Camaro, Loius Chevrolet niestety nie dożył. Jednak można przypuszczać, że debiutujący w 1967 roku model bardzo by mu się spodobał. Ówczesne Camaro zbudowane zostało na bazie Pontiaca Firebird. Silnik? Oczywiście widlasta ósemka, w przedziałach litrażu od 4,1 l. do 7 l. i mocy od 302 do 427 koni mechanicznych. Jaki był sens powstania tego auta? Najlepiej wytłumaczyli to wówczas przedstawiciele Chevroleta. Na pytanie dziennikarzy: "Czym jest Camaro?", padła odpowiedź: "To małe, złośliwe zwierzę, które zjada Mustangi."
Szalone czasy muscle-car'ów zdławił wielki kryzys paliwowy na przełomie lat 70- i 80-tych ubiegłego wieku. Na reinkarnację kipiących bezczelnością, parskających przez wybuchające w wydechu krople benzyny, ale też nieco groteskowo wyglądających samochodów trzeba było poczekać tak naprawdę 30 lat. W latach 90-tych XX w. czwarta generacja Camaro (1993) była bowiem zbyt subtelna, by mianować ją zaszczytnym tytułem muscle-car'a.
Co innego seria Anno Domini 2010. Kiedy Chevrolet debiutował z pierwszą generacją Camaro, w spocie telewizyjnym auto wyjeżdżało w trakcie erupcji wulkanu. Najnowsza odmiana jest głównym bohaterem w hollywoodzkiej produkcji "Transformers". Wizualnie więc Camaro to prawdziwy superbohater. Chyba każdy mały chłopiec nie pogardziłby posiadaniem takiego resoraka w swojej kolekcji. Auto prezentuje się naprawdę świetnie. Postura godna olimpijskiego mistrza, Piotra Małachowskiego. Wąski, ale wyraziście poprowadzony grill, który w centralnym punkcie zdobi bursztynowe logo Chovroleta. Przednie reflektory osłonięte niczym oczy funkcjonariusza S.W.A.T. w kominiarce. Felgi, na które spoglądać można tylko przez okulary z mocnym filtrem UV. Wybrzuszenie na masce jak po ukąszeniu osy. Tylne nadkola bardziej wyraziste niż biodra brazylijskiej tancerki samby. Nie zabrakło również odrobiny satyry, czegoś festyniarskiego - to wyrzeźbione po bokach karoserii "wloty", które sugerować mają otwory do chłodzenia tylnych hamulców.
Przeróbki jednak mocno odbiły się na cenie wyjściowej. W USA za najdroższą wersję 2SS o nadwoziu Coupe Amerykanie płacą 35 450 Dolarów. Przy obecnym kursie walut to około 115 000 zł. Tymczasem w Polsce ceny rozpoczynają się od 199 900 zł. Dostajemy co prawda ten sam egzemplarz podrasowany do 426 koni mechanicznych w silniku V8, ale mimo wszystko na twarzy może pojawić się tzw. "zonk".
Więc może tak duża różnica w cenach, to efekt lepszej jakości wnętrza? Nie do końca. Kokpit w Camaro jest co prawda uporządkowany i tworzy właściwą kontynuację stylistyki zewnętrznej. Podobnie jak w przypadku szerokiej palety kolorów nadwozia i pasów na masce, istnieje duża możliwość jego personalizacji. Plastiki nie sprawiają wrażenia takich, które zaczęłyby skrzypieć zaraz po wyjeździe z salonu. Ale to wszystko nie tłumaczy tak ogromnego rozstrzału cenowego. Tak na marginesie, jeśli mimo to jesteś zdecydowany posiadać takiego szaleńca w swoim garażu, musisz wiedzieć, że Camaro można nabyć w Polsce tylko w pięciu punktach dealerskich - w Poznaniu, Warszawie, Rybniku, Bielsku-Białej i Swarzędzu.
Pozostając jeszcze na chwilę przy dostępnych wersjach. Camaro w Polsce kupimy albo we wspomnianej wersji z twardym dachem, czyli Coupe lub w wariancie Convertible. W obu przypadkach pod długą maską znajdzie się miejsce dla tej samej V-szóstki. Z bulgotania do prawdziwego wrzenia na wyższych obrotach może doprowadzać ją zarówno sześciostopniowa skrzynia manualna jak i automat. Camaro, w którym biegi zmienianie są elektronicznie posiada dodatkowo inteligentny system sterowania zaworów VVT, ale do pierwszej setki przyspiesza o 0,2 s. wolniej od egzemplarza z ręczną przekładnią.
Wyniki są zatem obiecujące, ale mówiąc szczerze, siedząc za kierownicą Camaro tego przyspieszenia nie odczuwa się w jakiś spektakularny sposób. Muszę jednak przyznać, że zdecydowanie więcej frajdy z jazdy daje wersja manualna, którą można bez najmniejszych skrupułów ganiać po czerwonych odcinkach obrotomierza. Wówczas doznania są bardziej wyraziste a i o pojawienie się gęsiej skórki na ciele łatwiej. Zwłaszcza kiedy dzieje się to przy dźwiękach tego silnika. Radio jest w tym samochodzie po prostu zbędne.
W dowodzie przeczytać można, że Camaro pomieści cztery osoby. Przynajmniej są takie sugestie. W rzeczywistości do zajęcia miejsca nadają się tylko dwa przednie, bardzo wygodne fotele. Na tylnych sytuacja jest już bardziej skomplikowana. Zanim odważysz się tam usiąść, wcześniej zarezerwuj sobie kolejkę w szpitalu na oddziale ortopedycznym. Bądźmy jednak szczerzy - tylnej kanapy równie dobrze mogłoby nie być. Camaro kupuje się dla erupcji feromonów uwalnianych podczas weekendowych przejażdżek po mieście lub dlatego, że jesteś fanem tego typu wozów i uwielbiasz taką formą uwalniania endorfiny. I niech tak zostanie, bo rozsądek ma tutaj drugoplanowe znaczenie.
Z okazji setnych urodzin marki Chevrolet na stronach Mojeauto.pl przez ten tydzień prezentowane będą specjalne materiały dotyczące amerykańskiej marki. Przeczytacie między innymi relacje z jazd testowych najnowszymi modelami oraz różne ciekawostki z historii. Na koniec opublikujemy konkurs dla naszych Czytelników. Odwiedzajcie zatem często nasze strony!
Bądź na bieżąco dzięki gadżetom motoryzacyjnym iGoogle!
Tematy w artykule: Chevrolet Chevrolet Camaro Chevrolet Camaro Camaro cabrio test
Zobacz również
Wszystko o Chevrolet Camaro Filmy - Chevrolet Camaro Zdjęcia - Chevrolet Camaro Wszystko o Chevrolet Filmy - Chevrolet Zdjęcia - Chevrolet

Newsletter: 











Wykop
Sfora
Facebook
2011-12-16 21:26:16
Pierwsze słyszę ,że Chevrolet buduje swoje auta na bazie Pontiaca. Nie zapędził się Pan emocjonalnie po przejażdżce prawdziwym amerykańskim autem ? 8- cylindrowym ?
Chevrolet od samego początku produkcji szczycił się swoimi potężnymi silnikami 8- cylindrowymi !!! To były rakiety w tamtych czasach.
W latach 60 -tych p.redaktorze , młodzież amerykańska oszalała na punkcie Chevroletów i osiągów tych aut. Wtedy każdy chłopak musiał zaszpanować przed dziewczyną Chevroletem ojca.
Chevy i "rock and roll" to były najlepsze czasy w dziejach USA . No cóż ,było minęło.
2011-11-15 15:56:40
2011-11-15 13:52:18
W Polsce oferowane są tylko wersje 2SS. Nie ma najtańszych V6.
Silnik V6 nie ma 426 koni i pojemności 6,2 litra.
Geeezzz...